Ryzyko wpisane w zawód?

Hipqnosis i Tomasz Sętowski

Zawsze mnie zastanawia – czy można umrzeć na scenie, na próbie, podczas koncertu, występu,
festiwalu? Czy ryzyko zgonu lub kontuzji jest wpisane w zawód artysty? Oczywiście nie chodzi mi o
takie ryzyko jak Partypoker, nawet rozbierany. Przecież to nic w porównaniu z tym, co może zdarzyć się artyście…

Podczas koncertu Within Temptation gitarzysta praktycznie w ostatniej chwili odciągnął wokalistkę.
Gdyby tego nie zrobił, stała tuż przy miotaczu ognia, zamiast wokalistki na scenie byłaby żywa pochodnia. Wiadomo – te suknie z falbanami… James Hetfield już nie miał tyle szczęścia. Stanął w miejscu, gdzie nie powinien stawać (są specjalne oznaczenia), petarda wystrzeliła, a James uniósł się nieco w górę. Fani pewnie myśleli, że to kolejny efekt specjalny. Taki bonus – latający gitarzysta Metallicy. James dokończyć trasę z ręką w gipsie, na gitarze grał za niego techniczny.

SEAL

SLAYER Dinozaur rocka – Steven Tyler – przeszedł wiele. Oślepiony spotlightem uchylił się, bo coś leciało ze sceny. Po koncercie znaleziono nóż.
Innym razem, wiadomo, miotający się po scenie wokalista Aerosmith spadł do fosy (techniczni nie przykleili świecącej taśmy, dzięki które nawet w ciemności widać, gdzie kończy się scena), złamał nogę, ale rozemocjonowany występem dał radę go zakończyć.

Nie wiem ile prób muszą odbyć członkowie Manowar i Rammstein.
Na pewno jednak przechodzą szkolenie przeciwpożarowe. Manowar, który słynie z tego, że wszystko co robi musi być wielkie, ekstremalne i wojownicze ma w zwyczaju w finale podpalać całą scenę.
Rammstein, słabą muzykę nadrabia scenografią. Na ich koncertach coś płonie prawie cały czas. Często o pół metra od twarzy muzyków. Przytomny artysta wie, że słaby obraz należy oprawić w bogatą ramę…

Ania Dąbrowska Zapewne w historii muzyki rockowej i w ogóle muzyki takich wypadków jest mnóstwo. Slayer, Seal,
wszelcy raperzy, Queen, Whitesnake, Deep Purple (słynny występ podczas którego Blackmore
podpalił wzmacniacze), Iron Maiden. Po scenach świata plącze się tysiące jeśli nie miliony
wykonawców – może i nawet w tej chwili gdzieś ma miejsce jakiś wypadek?

I tylko to mnie zdumiewa – dlaczego Ania Dąbrowska występuje w tak zaawansowanej ciąży?
Przecież koncertowe natężenie dźwięku to prawdziwa loteria dla dziecka.